Dobre nawyki żywieniowe a postanowienia noworoczne

Dobre nawyki żywieniowe to jedne z najczęstszych postanowień noworocznych. Każdy z nas zapewne wie i ciągle słyszy, że trzeba zdrowo się odżywiać, że aktywność fizyczna jest bardzo ważnym czynnikiem pozwalającym nam cieszyć się zdrowiem, że nie do końca przestrzegamy pewnych zasad, a nie jeden (nie jedna) z nas chciał(a)by zrzucić parę kilogramów tu i ówdzie, zadbać (w końcu) o siebie i o swoje zdrowie, czy też po prostu zmienić coś na lepsze w swoim życiu. Nowy rok (Rok) to swego rodzaju okazja, by rozpocząć kolejny etap w swoim życiu, wziąć się (ponownie) za jakieś trudniejsze zadanie. To również swego rodzaju punkt wyjścia w realizacji określonego projektu, od którego leci „termin”. Taka magiczna data, która czyni cuda i motywuje nas do działania. Ale czy to na pewno działa?

Hmmm… Wszystko zależy od tego, jakie mamy priorytety. To one powinny kryć się za naszymi „postanowieniami„. Realizacja pewnych celów jest zależna od tego, jak bardzo chcemy je zrealizować przy ponoszeniu akceptowalnego trudu. Jeśli cel danego postanowienia jest dla nas ważny, to i prawdopodobieństwo, że zostanie ono realizowane będzie większe. Czyli podstawowym warunkiem dotrzymania takiego postanowienia jest nasza wewnętrzna chęć i motywacja. Bez tego ani rusz. Kiedy chcemy zrealizować dany cel, projekt, przedsięwzięcie, po prostu to robimy, bierzemy się do roboty, planujemy, rysujemy mapę myśli, określamy etapy pośrednie, dzielimy większy projekt na mniejsze zadania i realizujemy je krok po kroku. Nie potrzebna nam do tego jakaś magiczna data.

Ale… Czasem mamy ochotę lub potrzebę coś zamknąć, odpocząć, aby móc zacząć realizować kolejne plany. Czy przełom roku nie jest dobrym momentem? Bywa, że właśnie w przedświątecznej gonitwie mamy taką motywację, aby zakończyć pewne sprawy, by spędzić święta na spokojnie, z satysfakcją zrealizowanych planów i zadań. A od świąt do początku stycznia mamy ponad tydzień, który możemy spędzić wręcz w rytmie slow, bo świat wokół nas jakby zwalnia, wszyscy spędzają czas z najbliższymi, mamy wreszcie chwilę, by pewne rzeczy przemyśleć i zastanowić się, co jest dla nas ważne, jakie mamy priorytety. Myślę, że to dobry czas, aby przypomnieć sobie, czego chcemy i jakie mamy plany na przyszłość, co chcemy zrealizować, co nowego wprowadzić do naszej codzienności.

Ale… Nic na siłę. Zmiana cyferek w kalendarzu nic nie zmieni, jeśli czegoś nie pragniemy. Nie pojawią się nagle nowe okoliczności, czy możliwości, które nam ułatwią realizację postanowień. To tylko nasza podświadomość i wszechobecna gorączka postanowień, na której żerują marketingowcy. Zauważmy, że to właśnie w styczniu jest wysyp zniżek do klubów fitness, promocji na różnego rodzaju programy odchudzające, upiększające, pseudozdrowotne. A to działa tylko powierzchniowo. Chcemy tu i teraz, jest popyt, jest i podaż. Bez większej refleksji. Wszak w lutym okazuje się, że postanowień nie dotrzymujemy, że nie mamy czasu na to, co w styczniu postanowiliśmy robić w określonych dniach, czy określonej ilości. A może zanim zaczniemy realizować te drakońskie postanowienia o odchudzaniu się i niejedzeniu słodyczy, to jeszcze zjemy kawałeczek czegoś słodkiego, wszak realizację postanowień możemy zacząć od jutra… Może tarta orzechowa? Taki mały grzeszek… Ćwiczyć będziemy potem…

home-fitness-equipment-1840858_1920

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego odkładamy realizację naszych postanowień? Bo dotyczą one najczęściej celów, do których droga wiedzie przez trudy i męki. A w punkcie startowym nie jesteśmy ich świadomi, nie zadajemy sobie pytania, czy damy radę stawić im czoła. Bo pewne postanowienia dotyczą zachowań, których zmiany żądają od nas inni, a my sami wcale tego nie chcemy lub nie chcemy tak bardzo, aby je rzeczywiście zmienić. Albo okazuje się, że nie tak miało być, że wszyscy wokół nam przeszkadzają w realizacji tego celu, bo w efekcie nasza determinacja była / jest bardzo płytka. Bo często postanowienia są zbyt ogólne „będę robić codziennie coś tam…” albo „nie będę…”, bo nie widzimy celu albo widzimy tylko początek i koniec danego postanowienia, a nie jesteśmy świadomi tego, co jest po środku, ani nie uwzględniamy trudności, jakie możemy spotkać w międzyczasie. A żeby móc czegoś naprawdę dokonać, powinniśmy zadać sobie parę pytań, które pomogą nam jasno określić plan działania w celu realizacji zamierzonych przedsięwzięć:

  • Czy tego chcę? Czy to jest moim priorytetem? 
  • Co chcę osiągnąć? Jaki jest mój cel? Na ile jest on dla mnie ważny?
  • Czy realizacja danego celu zmieni mnie na lepsze / uczyni mnie szczęśliwszym / zmieni moje dotychczasowe życie na lepsze?
  • W jaki sposób chcę to osiągnąć? Jakimi dysponuję środkami?
  • Czy podzieliłam/łem mój cel na mniejsze etapy, które pomogą mi stopniowo wdrażać zmiany / realizować zadanie?
  • Czy jestem świadomy trudów, które muszę pokonać, aby zrealizować zamierzony cel?
  • Czy mam jakiś plan awaryjny, jeśli coś nie wyjdzie?
  • Co się stanie, jeśli mój plan nie wypali?

A jak to jest w odniesieniu do zdrowego trybu życia? Wszak postanowienia noworoczne są najczęściej związane z tym, czego nie będziemy, a co będziemy jeść, żeby zrzucić zbędne kilogramy (aby podobać się płci przeciwnej), ile razy w tygodniu będziemy ćwiczyć, aby mieć więcej masy mięśniowej (i aby podziwiali nas inni), ile więcej pieniędzy zostawimy w gabinecie kosmetycznym, aby w końcu o siebie zadbać (i aby inni zobaczyli, jaka/jaki jestem ładna/y) albo też o ile papierosów dziennie będziemy palić mniej, by w końcu rzucić palenie raz na zawsze (i aby nasza druga połówka już nie marudziła, że jej/jemu to przeszkadza). Hmmm… Nie tędy droga. Nie da się po prostu. Po jakimś czasie pojawi się tylko frustracja i odliczanie dni do kolejnego ważnego wydarzenia w naszym życiu…

Jak więc w końcu zacząć żyć zdrowiej, lepiej? Myślę, że na każdego przyjdzie pora. Na każdego działa inny katalizator i każdy ma po prostu swój czas. Lepiej późno niż wcale, a najlepiej jak najwcześniej. Warto wprowadzić do swojego codziennego życia pewne zasady i starać się ich trzymać, niezależnie od tego, czy kalendarz pokazuje magiczną datę, czy nie. Jeśli jednak myślisz o tym, aby swoje życie uczynić zdrowszym, niech ten początek nowego roku będzie dla Ciebie dobrym pretekstem, takim punktem startowym do zmian na zdrowsze. Pamiętaj, że nasza podświadomość nie lubi zakazów (z nakazami też ma problem), nie katuj się, a powoli wprowadzaj do swojego życia dobre nawyki. Podstawowe zasady zamieściłam tutaj: klik.

Napiszcie koniecznie w komentarzach pod wpisem lub na fanpage’u Dobrego Zielska na Facebooku, czy macie jakieś postanowienia noworoczne, co o nich myślicie i czy według Was to działa.

W nowym roku (i nie tylko) życzę Wam dużo dobrych wyborów zdrowotnych, abyście jedli zdrowo i smacznie, by to, co robicie dawało Wam satysfakcję i wprowadzało pozytywne emocje do Waszego życia. Dużo dobrego zielska!

dobre nawyki żywieniowe

27 myśli na temat „Dobre nawyki żywieniowe a postanowienia noworoczne

  1. Najgorsze co może być to rzucanie się na głęboką wodę, uważam, że zmiany wymagają czasu. Powoli konsekwentnie ograniczyć np sól, wprowadzić gotowanie na parze itp

    • Tak, to prawda. Każdy ma swój rytm i wprowadzanie krok po kroku kolejnych małych zasad pomaga oswoić się ze zmianą i czynić naszą codzienność coraz lepszą.

  2. Ja swoje nawyki staram się wprowadzać regularnie. Jeden cel uda się osiągnąć to zaczynam z drugim. Z doświadczenia wiem, że jak sobie zaplanuję, że od jednego dnia zacznę ćwiczyć, pić dużo wody, nie jeść słodyczy, jeść regularnie etc to z tego nic nie wyjdzie. Kolejne moje plany to ćwiczenie, oraz odstawienie słodyczy w tygodniu. W weekend myślę, że na mały grzeszek mogę sobie pozwolić 😉

  3. U mnie zmiany w 2017 roku prawdopodobnie nastąpią w obszarze diety… i wydaje mi się że jestem już blisko rozwiązania. I mam takie marzenie, ze kiedy wreszcie pozbędę się wszystkich zatruwających mnie rzeczy z jadłospisu, to poczuję zapał i energię do aktywności. Bo teraz tego nie ma i nie ma się co łudzić, że się pojawi. Myślę, że to jedzenie ma wpływ na wszystko. Dobrze, że na Twoim blogu są przepisy nie tylko wegańskie, ale często również pozbawione glutenu! 😀

    • Tak jest! Jeśli mamy odpowiednio dobraną dietę, to czujemy się tak dobrze, że energia nas rozpiera! Ja najbardziej czuję ją latem, kiedy jadam bardzo dużo surowych warzyw i owoców i w zasadzie niewiele innych produktów więcej. Jedzenie ma bardzo duży wpływ na to, jak się czujemy, na naszego zdrowie psychiczne i fizyczne. Gluten to temat rzeka, osoby cierpiące na nietolerancje muszą go wyeliminować, podobnie rzecz ma się z pacjentami chorującymi na choroby autoimmunologiczne, a tak naprawdę warto, aby każdy z nas ograniczył słodkie białe bułeczki i gotowe, przetworzone produkty, gdzie gluten dodawany jest na potęgę w sposób sztuczny. Warto wrócić do dawnych odmian pszenicy, np. do orkiszu, który, co prawda również zawiera gluten, ale jest to gluten o zupełnie innej strukturze i są nawet badania, że taka forma jest tolerowana przez osoby nietolerujące glutenu z pszenicy zwykłej i innych powszechnych zbóż.

    • A u mnie będzie więcej bezglutenowych przepisów, bo sama stosuję na razie dietę niskoglutenową. Ze zbóż i pseudozbóż najczęściej wybieram orkisz, owies, amarantus, proso i grykę.

  4. Ja wychodzę z założenia, że nie ma co ustalać dat granicznych (od poniezdiałku, od pierwszego, od nowego roku), tylko trzeba działać, jak już człowiek decyzję podejmie. Zeby mu potem zapał nie siadł i nie zaczynał od kolejnego pierwszego 😉

    A na dobre zielsko zawsze się piszę 😀

    • Tak! Takie nastawienie jest najlepsze! Do poniedziałku to można zapomnieć. Dobre zielsko zawsze najlepsze! I tego postanowienia trzymam się cały rok nieprzerwanie od kilku lat! I to wcale nie było postanowienie noworoczne. 😉

  5. Jeśli stawiamy sobie cele, które nie są „nasze”, tylko modne, „inni tak robią”, to jesteśmy bez szans na realizacje postanowień. Nie ważne jaki jest powód zmiany, ważne, aby był Twój

    • Tak, Gosiu, to musi być nasz cel. Jeśli robimy coś, bo wszyscy inni tak robią albo tego od nas oczekują, a my czegoś sami nie za bardzo chcemy, to prędzej, czy później pojawi się frustracja.

  6. Staram się procować nad dobrymi nawykami już od zeszłego roku. Póki co, wprowadzam zmiany pomału. Np, znacznie ograniczyłam spożycie cukru. Niedługo pewnie w ogóle będę go unikać, bo wiele rzeczy, dzięki jego ograniczeniu (najczęściej tych niezdrowych i przesłodzonych) przestało mi smakować. Myślę o odstawieniu glutenu całej rodzinie, ale czekam na kwiecień, kiedy skońćzę pracę. Wtedy zabiorę się do tego na poważnie. Na razie wiem, że nie mam na to czasu a robić coś po łebkach, to nie w moim stylu 😉

    • To prawda, im mniej cukru w diecie, tym mniej go chcemy. Co do glutenu, jeśli nie ma nadwrażliwości, czy nietolerancji na gluten, to jego zupełne odstawienie nie jest konieczne. Przed podjęciem decyzji o ograniczeniach w diecie przyda się zrobić odpowiednie badania oraz skonsultować z dietetykiem. Na pewno warto gluten ograniczać i pozbyć się z jadłospisu śmieciowego jedzenia, w których sztucznie upchanego glutenu jest na potęgę. Warto również wybierać stare odmiany zbóż, np. pszenicę orkisz, która ma zupełnie inną strukturę glutenu niż pszenica zwyczajna. Pod tym linkiem http://dobrezielsko.pl/tag/bezglutenowe znajdziesz kilka propozycji na bezglutenowe przepisy. Będzie ich coraz więcej. 🙂

  7. Co roku obiecywałam sobie, że zmienię nawyki żywieniowe. Myślę, że zmieniamy te nawyki często dopiero wtedy kiedy nam to uświadomi np. lekarz 🙂 Nie myślimy profilaktycznie, a objawowo. Co jest moim zdaniem ważne we wprowadzaniu jakichkolwiek zmian to systematyczność i małe kroki. Nawet nie zauważyłam kiedy przestałam słodzić herbatę, później kawę. Później eliminować inne cukry z diety. Żeby nowe postanowienia stały się nawykiem potrzeba wytrwałości i samozaparcia na początku. Kiedy przez to przebrniemy – nowa sytuacja staje się codziennością.

    • Oczywiście, motywacja wewnętrzna, metoda małych kroków oraz wytrwałość to klucz do osiągania celów. Ja się cieszę, jak ktoś z mojego otoczenia wprowadza drobne zmiany i dopinguję, aby stały się one codziennością.

  8. Bardzo chcę powrócić do zdrowego odżywiania. Wtedy mniej choruję i czuję się bardziej zadowolona z życia. To właśnie jest moją główną siłą napędową przy komponowaniu składników do posiłków. Zrzucenie wagi jest miłym dodatkiem do tego, że po prostu jestem szczęśliwsza.
    Wszystkiego najlepszego w 2017!

  9. Ja lubię przy Nowym Roku wyznaczyć sobie nowy kierunek i podsumować poprzedni czas. Ale bez jakichś sztywnych ram. Jestem osobą żyjącą dla przeżywania wciąż nowego, więc zakładanie czegoś twardo na początku roku nie ma dla mnie sensu – koło czerwca mogę zapragnąć spróbować czegoś zupełnie odwrotnego i plany pójdą w diabły 😀

    • Bardzo zdrowe podejście! Ja mam najczęściej jakiś plan ramowy, wiem, czego chcę, określam sobie cel, ale uznaję możliwość zmian i zawsze jest na to miejsce.

Dodaj komentarz

Inline
Inline