wegańskie jedzenie w górach

Wegańskie jedzenie w górach, czyli nie lada wyzwanie

Dosyć często wyjeżdżamy na przedłużone weekendy, czy tygodniowe wakacje, aby odetchnąć na chwilę od pracy i naładować akumulatory. W pierwszym półroczu tego roku wyjeżdżaliśmy już 5 razy i tak się złożyło, że były to wyjazdy w góry. Kochamy przemierzać je na rowerze. Od kiedy pierwszy raz zabrałam ze sobą rower w góry, dziwnie mi podziwiać je na piechotę. Oczywiście nie wszędzie da się i nie wszędzie można wjechać, ale tam, gdzie są dobrze przygotowane szlaki, tam zabieramy ze sobą rowery. Nie zawsze jest też łatwo, gdyż trzeba się wdrapać na górę, ale zjazdy wynagradzają trudy wjazdów. Przy każdym wyjeździe znajomi pytają nas, co będziemy jedli, wszak znaleźć wegańskie jedzenie w górach nie należy do łatwości. Chyba że mamy na myśli jagody i maliny. Poznajcie kilka naszych patentów na zdrowe przegryzajki.

Wegańskie jedzenie w górach, czyli nie ma wakacji od gotowania

Szukając noclegu w górach, zarówno w Polsce, jak i za granicą, wybieramy takie miejsca, gdzie będziemy mieć do dyspozycji wyposażoną kuchnię. Najczęściej szukamy całego mieszkania, gdzie nie będzie problemu z dostępem do takiej kuchni. Zabieramy ze sobą suche produkty, które jemy najczęściej w domu, a na miejscu udajemy się na zakupy do marketu lub na lokalny targ owocowo-warzywny, zwłaszcza w sezonie. W maju, kiedy byliśmy we Włoszech, tak właśnie zrobiliśmy. Postawiliśmy na lokalne jedzenie, śniadania i prowiant na drogę przygotowywaliśmy sami, a po całym dniu jazdy na rowerze nad włoskim Jeziorem Garda nic tak nie smakowało, jak właśnie pizza marinara w prawdziwie włoskiej pizzerii. Tak mi wtedy posmakowała, że teraz często robimy ją w domu. Takie miejscówki z kuchnią mają także inną zaletę – kiedy zdarzy się, że pogoda nie dopisze, jesteśmy zmęczeni pedałowaniem poprzedniego dnia, a w pobliżu nie ma żadnej sauny, jacuzzi, czy tym podobnych atrakcji turystycznych, zawsze można upichcić coś dobrego i w ten sposób spędzić razem czas.

Wegańskie jedzenie w górach bardzo poszukiwane

Wyszukanie wegańskiego dania w miejscowościach turystycznych należy jednak do wyzwań i na podstawie swojego doświadczenia widzę, że w polskich górach łatwo nie jest. Najczęściej serwowane są typowo tradycyjne tłuste dania. Oczywiście da się znaleźć dania wegetariańskie, ale wegańska opcja sprawia problem. Zdarzyło mi się już parę razy usłyszeć „nie” na prośbę niedodawania np. sera do jakieś sałatki, lub w odpowiedzi na pytanie, czy restauracja mogłaby mi zaproponować coś wegańskiego. Zdarzyło się również, że dostaliśmy np. kapustę z grzybami, czyli bigos nałożony bez niezjadliwych dla nas kawałków tego, co się do tradycyjnego bigosu dodaje, bo ktoś myślał, że tak będzie dobrze i nic nie wyczujemy… Ja w tym momencie edukuję, że dany typ diety to nie tylko „widzimisię”, ale również kwestie zdrowotne. Wszak nabiału nie spożywam między innymi ze względów zdrowotnych i zjedzenie nawet niewielkiej ilości powoduje u mnie biegunki. Pewnego razu podano mi coś, zapewniając, że tam nabiału nie ma, a był i przez to spędziłam 2 dni w toalecie… Trzeba jednak pytać o opcje wegańskie, czy inne, dopasowane do danej diety, nawet jak ich nie ma w menu, gdyż dzięki temu przekazujemy informację o potrzebach w zakresie wyżywienia innego, niż typowo tradycyjne.

Góry Bystrzyckie na rowerze

Czeskie menu

Kilka dni temu, kiedy jeździliśmy po czeskich górach, złapała nas ulewa, burza i grad. Poszliśmy do najbliższego pensjonatu z restauracją, w której nie było żadnego wegańskiego dania. Sprawdzaliśmy kartę w tłumaczu google, ale dało się też bez problemu dogadać z kelnerem. Filip nie miał większego problemu, bo zamówił danie wegetariańskie, na moje pytanie o opcję wegańską kelner zrobił wielkie oczy i stwierdził, że nie ma nic takiego w menu, ale spyta, co można zrobić. Po paru minutach wrócił z propozycją zapiekanych warzyw, podobnych do tych, jakie robiłam jakiś czas temu z soczewicą. Do tego poinformował, że będą podane w oleju roślinnym. W zeszłym roku, będąc w Harrachovie, bez problemu otrzymałam informację, co jest wegańskie, czy coś jest zapiekane na oleju roślinnym, czy nie, która sałatka jest wegańska, a która wegetariańska i dosłownie usłyszałam, co mogę zjeść, a czego nie. Widzę, że dużo łatwiej o przychylność w przygotowaniu dania wegańskiego, czy przerobieniu np. wegetariańskiej pozycji na wegańską po stronie czeskiej. Ale i na Pogórzu Izerskim byłam bardzo zaskoczona w 100%  wegańskim śniadaniem przygotowanym specjalnie dla nas w pewnym hotelu i doceniłam bardzo starania kucharki. Wcześniej oczywiście spytałam, czy taka opcja będzie dostępna. I była. A my byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni.

Weganie w górach dają radę

Na górski szlak, oprócz mapy papierowej, nawigacji turystycznej GPS w telefonie, pozytywnego nastawienia i porządnych butów, zabieramy ze sobą energetyczne wegańskie przekąski w postaci orzechów, bananów, daktyli i innych suszonych owoców, czekolady, kremów orzechowych i czekoladowych, chleba bakaliowego oraz owocowo-owsianych batoników z sezamem. Najczęściej są to przegryzajki na słodko. Czasem robimy bułeczki z pastami ze strączków (jeden przepis niebawem) i suszonymi pomidorami. Większość zapasów przygotowujemy w domu albo kupujemy na przykład wegańskie batony oraz cieciorellę w sklepie internetowym Santal. Dodają energii na szlaku, a do tego są bardzo sycące. Zawsze podratują, kiedy nie znajdziemy po drodze żadnego schroniska, czy restauracji. Poniżej znajdziecie nasze przepisy na wegański prowiant idealny w góry.

A jakie są Wasze doświadczenia z wyżywieniem w miejscowościach turystycznych? Macie swoje miejsca, do których najczęściej wracacie?
Małgosia

Chleb bakaliowy z migdałami i orzechami

Wegańska czekolada kokosowa oraz migdałowa

Wegański krem orzechowy bardzo czekoladowy

Wegańskie batoniki z suszonymi owocami i sezamem

Bakaliowe ciasteczka z orzechami i migdałami

16 myśli na temat „Wegańskie jedzenie w górach, czyli nie lada wyzwanie

  1. A jakieś pomysły/przepisy na wytrawne przekąski? Po 3 dniach nie mogę patrzeć na słodkie batony i tęsknię za pikantnymi konkretami 🙂

  2. W Czechach to chyba trudna sprawa! Sama nie jestem weganką, ale pamietam, że najbardziej „wegetariańskie” danie które tam jadłam to był smażony ser… Całe szczęście że ci się udało 🙂

  3. Ooo, mój temat 😀
    Z racji, że jeżdżę w góry przynajmniej raz w miesiącu, zazwyczaj na kilka dni, robienie „prowiantu” to jedna ze składowych pakowania.
    I u mnie zawsze znajdują się burgery na dwa dni (z kotletami z batata, bo są moimi ulubionymi), do tego batoniki owsiane, czekolada, często sporo daktyli, czasem jakiś banan czy jabłko na pierwszy dzień.
    Często ratuję się jakimiś zupami chińskimi, żeby zjeść coś ciepłego.

    Muszę przyznać, że przygotowanie jedzenia na przykład cztery dni chodzenia z plecakiem (bo zazwyczaj u mnie taka wycieczka to chodzenie od schroniska do schroniska i codzienne trasy rzędu dwudziestu paru kilometrów dziennie), to duże wyzwanie.
    Zazwyczaj niestety są to rzeczy słodkie, bo je łatwo przygotować i mogę przetrwać z dala od lodówki. I jak wracam do domu, to na słodycze już nie mogę patrzeć 😀 W schroniskach raczej w ogóle się nie stołuję 😉
    Muszę pokombinować 😉

    • U nas podobnie. Do tego zabieramy sporo orzechów i masła orzechowego. 😉 Zawsze biorę pod uwagę kilka czynników: jedzenie musi być pożywne i kaloryczne, nie może się psuć poza lodówką, wymagać przyrządzania, czy miejsca w plecaku. Ostatnio zajadałam się paroma słoiczkami masła orzechowego na szlaku. 😉

  4. Na górskie wyprawy polecam skandynawski chlebek knekkebrød własnego wypieku – dużo dobrych ziarenek i mnóstwo energii. Najlepiej smakuje z pastą słonecznikową, hummusem lub inną pastą warzywną (suszone pomidory, bakłażan…). Kawałki chleba moczymy sobie w pojemniku z pastą. Nie wyobrażam już sobie wypadu w góry bez knekkebrød.

    • Dużo łatwiej jest określić, czego nie polecamy. 😉 Najczęściej bierzemy pokój z aneksem kuchennym i sami robimy jedzenie, a od czasu do czasu polegamy na restauracjach, czy też (częściej) pizzeriach. W Górach Bystrzyckich polecamy Agroturystykę Zacisze w Lasówce, gdzie do dyspozycji gości jest duża kuchnia, a otoczenie idealne na odpoczynek: http://www.lasowka.eu/. Na pewno polecamy Pałac Książęcy we Wleniu na Przedgórzu Izerskim, skąd w same Izery jest ok. 40 km, a przepyszne wegańskie śniadania i urocze otoczenie pałacu sprawiają, że chętnie tam wracamy: http://www.palacwlen.pl/.

Dodaj komentarz

Inline
Inline